Cydrowe drzewka

Praktycznie w każdej książce o cydrze jest jakaś wzmianka o hodowli drzew, zakładaniu sadu, etc. Początkowo kładłem to na karb „skrzywienia zawodowego” autorów, ale przeglądam sobie od czasu do czasu fora dyskusyjne o cydrze – i tam też jak bumerang powracają tematy związane z drzewkami. Coś w tym musi być – cydr zaczyna się od jabłek, a że takich cydrowych jabłek nie da się nigdzie kupić, wychodzi na to, że trzeba je sobie samemu wyhodować…

Co takiego jest w tych cydrowych odmianach? Ciekawe jak smakują – czy poznał bym się na tym, że to są jakieś inne jabłka, jakbym tak skosztował kawałek? No i czy faktycznie wychodzi z nich lepszy cydr?

Po zeszłorocznej porażce ze szczepienie zrazów – z kilkunastu gałązek przyjęły się ostatecznie tylko dwie, a i jak na razie słabo rosną – stwierdziłem że najpewniejszym sposobem, żeby doczekać się jakichś jabłek jest jednak sprowadzanie drzewek „w całości”.

Szczególnie, że zasadzony w zeszłym roku Kingston Black ma się świetnie: IMG_7934 IMG_0034

Zdjęcie 1 – Kingston Black: maj’16 – marzec’17

W tym sezonie zaszalałem i sprowadziłem aż dwa nowe drzewka! 🙂

IMG_0036 IMG_0033

Zdjęcie 2 – Dabinett i Somerset Redstreak

Wybrałem te odmiany głównie ze względu na dużą zawartość tanin, jak również na niską zawartość kwasu – uznałem że kwaśnych jabłek jest u nas pod dostatkiem, więc nie problem potem z czymś zmieszać. Ciekawe jak będą smakowały te jabłka – jeszcze kilka lat i się przekonam 😉 Z tym cydrem to człowiek nic nie robi tylko na coś czeka!

Tak więc sadzę sobie te drzewka, wszyscy traktują te moje ekstrawagancje nieco z przymrużeniem oka – aż tu teściowa ni stąd ni zowąd zaczyna temat, że właśnie rozmawiała z kimś kto się na takich rzeczach ZNA, i czy jestem pewny że te moje jabłonki będzie miało u nas co zapylić… Hę? Ale o co chodzi? Przecież pszczółki i te sprawy – że te nasze to niby nie dogadają się z moimi drzewkami? No bez jaj…

Zacząłem czytać o co to może chodzić – no i masz babo placek! Faktycznie! Okazuje się że wiele jabłoni nie jest zapylanych pyłkiem własnych kwiatków – potrzebny jest do tego zapylacz: rosnąca w okolicy jabłoń innego gatunku! I to nie byle jaka, bo nie każda jabłoń jest dla innej dobrym partnerem…

Ale się porobiło – miałem robić cydr, a siedzę i przeglądam jakieś tabele zapylaczy! Dabinett jest samopylny – jeden problem z głowy. Ale pozostałe dwie same się nie zapylą. W sumie mógłbym założyć, że w okolicy na pewno rośnie jakaś odpowiednia jabłoń – do tej pory nie miałem pojęcia, że to ma jakieś znaczenie, a jakoś z roku na rok drzewka w ogródku dają sobie radę. Ale czytam dalej, że im lepiej kwiaty jabłoni zostaną zapylone, tym dorodniejsze będą owoce, bo jabłka składają się tak na prawdę z kilku części i każdą trzeba zapylić z osobna, że bliskość odpowiednich zapylaczy jest bardzo ważna…

I tak dokonałem Odkrycia

W kontekście cydrowych jabłek, od czasu do czasu pojawia się pojęcie „crab apple”, co po naszemu znaczy „dzika jabłoń”. Owoce takich „crab apple” nie nadają się bezpośrednio do jedzenia, bo są po prostu niesmaczne, ale sok z takich jabłek jest poszukiwanym dodatkiem, ponieważ znacząco wzbogaca smak i aromat cydru.

Takie jabłonie są cenione nie tylko ze względu na sok. Jedna z takich „dzikich jabłoni”: konkretnie odmiana Golden Hornet, ze względu na obfitość kwiatostanu oraz długi okres kwitnienia, jest szczególnie polecana jako uniwersalny zapylacz. Jakie było moje zdziwienie, gdy odkryłem że ta odmiana to nic innego jak powszechnie u nas dostępna jabłoń ozdobna, zwana czasem rajską! No proszę – czyli jednak można kupić u nas jakieś „cydrowe” jabłonki 🙂

Takiej okazji nie można przepuścić! Wygospodarowałem trochę miejsca i zasadziłem kilka sztuk Golden Hornet, jak również kilka naszych rodzimych rajskich jabłonek: Ola. Nie spotkałem się z żadnymi wzmiankami odnośnie Oli w kontekście cydru, ale myślę że ta odmiana po prostu nie jest zbyt popularna za granicą, a u nas nikomu nie przyszło do głowy żeby z tych malutkich czerwonych jabłuszek wycisnąć sok. Spróbujemy 🙂

IMG_0032

Zdjęcie 3 – Rajskie centrum zapylania: Golden Hornet i Ola (z tyłu)

A jednak zrazy

Wiadomo: sadzonki po posadzeniu trzeba przyciąć. Jak również warto skrócić ubiegłoroczne przyrosty. Ale strasznie szkoda byłoby wyrzucić takie ucięte gałązki z moich drogocennych importowanych jabłonek! Powróciłem więc do koncepcji szczepienia zrazów 🙂

Tym razem podszedłem do tematu poważniej. Znalazłem bardzo dobrą książkę: The Grafter’s Handbook, R.J. Garner (oryginał z 1947r., reedycja z 2013r.); krąży gdzieś po Sieci w formacie epub. Oglądnąłem nawet jakiś filmik na Youtube! Teraz już wiem, że zeszłoroczne szczepienie schrzaniłem koncertowo… cud, że te dwie gałązki w ogóle się przyjęły 😉

Teoria to jedno, nad praktyką muszę jeszcze trochę popracować – ale i tak w porównaniu z rokiem ubiegłym jest o niebo lepiej!

IMG_0046 IMG_0047

Zdjęcie 4 – Łączenie „whip and tongue” (pewnie jest na to jakiś polski termin, ale nie znam)

Zdjęcie 5 – Przygotowanie do szczepienia „pod korę”

IMG_0043

Zdjęcie 6 – Autorska technika wszczepiania gałęzi do pnia 😉

Minął już jeden dzień – listków wciąż nie widać… ale nie tracę nadziei!

Wpadłem na pomysł, że zasadzę w tym roku Antonówki z pestek, na podkładki – będę rozmnażał cydrowe jabłonki!

Jedna myśl nt. „Cydrowe drzewka

  1. U mnie w sadzie również od zeszłego roku dosadzam nowe jabłonie, były to stare odmiany Antonówka, Kronselka są to odmiany generalnie z dużą zawartością kwasu i również doszedłem do wniosku, że przydałoby się trochę odmian słodkich. Myślałem o Ligolu, Koszteli, Cortlandzie (muszę wybierać odmiany odporne na mróz – taki urok Mazur). Ciekawą rzecz napisałeś gdzieś wcześniej, że ze smacznego soku niekoniecznie wyjdzie smaczny cydr, moje cydry wychodziły za kwaśne – teraz wiem dlaczego. Następnym razem będę badał oprócz cukru zawartość kwasu w soku i odpowiednio mieszał . Niektóre moje stare jabłonie dają sok taki nijaki w smaku mdły i słodki – może faktycznie będzie dobry jako baza do cydru. I jeszcze taka ciekawostka – przed wojną Niemcy na Mazurach sadzili drzewa owocowe (jabłonie, grusze) przy torowiskach kolejowych. Z dzieciństwa pamiętam, że było tego sporo, do dziś zresztą rosną jeszcze choć od siedemdziesięciu lat pociągi nie jeżdżą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *