Świąteczne drzewka

Znalazłem je! W ostatniej chwili przed Świętami, zalegające w jakimś magazynie w Skawinie… Podobno kurier umawiał się ze mną na doręczenie po Nowym Roku – tak przynajmniej twierdziła, pełna wyrozumiałości dla problemów z pamięcią kolejnego klienta, panienka w punkcie obsługi, gdy wydawała mi paczkę z drzewkami – co oczywiście w systemie zostało odnotowane jako „doręczenie” 😉

Ale najważniejsze, że je mam! Wysłane 11. grudnia, dotarły do mnie po niecałych dwóch tygodniach: pancernie zapakowane, usztywnione grubym bambusem, z wciąż wilgotną bryłą korzeniową – innymi słowy wszystkie moje obawy: że zginą, połamią się, zaschną – okazały się bezpodstawne 😉

Zdjęcie 1 – Nowe drzewka

No, może nie do końca bezpodstawne, bo gdybym nie zaczął ich szukać, kto wie ile jeszcze czasu by im zajęło żeby do mnie dotrzeć – ale na szczęście okazuje się że znalezienie takiej przesyłki nie jest bardzo trudne; tylko trzeba się trochę podzwonić 🙂

Sprzedawca z UK był na tyle uprzejmy, że wyciągnął od swojej firmy kurierskiej informacje na temat polskiej firmy, do której przesyłka została przekazana – wraz z ichniejszym numerem, jaki jej nadali. Z kolei ta polska firma – DCS, z Poznania – bardzo uprzejmie i rzeczowo udzieliła mi informacji na temat dalszych losów paczki, która trafiła do następnej firmy spedycyjnej, otrzymując przy tym oczywiście nowy numer śledzenia. Po kolejnym telefonie, na już zdecydowanie mniej uprzejmą infolinię – tak, ta firma kurierska jest mi już niestety dobrze znana – ostatecznie zlokalizowałem moje drzewka, zmagazynowane od dwóch dni w rzeczonej Skawinie, gdzie też ostatecznie pojechałem je uratować! Całość poszukiwań zajęła mi w sumie półtorej godziny w piątkowe popołudnie – więc w sumie… mogło być gorzej 😉

Paczka zaskoczyła mnie nieco swoją wielkością – te trzy drzewka, które do tej pory sprowadziłem były… nieco mniej pokaźnych rozmiarów. Ten sprzedawca nie przejmował się wielkością międzynarodowej przesyłki, zapakował naprawdę wyrośnięte egzemplarze 🙂

Tak więc, do mojej kolekcji cydrowych drzewek dołączyły następujące odmiany:

  • Foxwhelp
  • Tremletts Bitter
  • Yarlington Mill
  • Harry Master Jersey
  • Michelin (fr.)
  • Medaille d’Or (fr.)

Trudno było na to wszystko znaleźć miejsce, ale… „upchnąłem” 😉
Ubłociłem się przy tym po łokcie – było warto! 🙂

Poniżej, jeszcze przed skróceniem:

Zdjęcie 2 – Nowości w cydrowej kolekcji

Oczywiście marnotrawstwem byłoby wyrzucić przycięte fragmenty! Włożyłem je do wilgotnego piasku i na wiosnę podejmę próbę szczepienia. Ponownie. Kiedyś musi się wreszcie udać! 😉

Zdjęcie 3 – Nowe zrazy

No i – że tak powiem – znowu te pieluchy: już prawie odchowałem 3 drzewka, które być może w przyszłym sezonie zaczną wreszcie rodzić jakiejś konkretniejsze ilości jabłek – a tu znowu nieopierzona gromadka i apiać od nowa: przycinać, rozciągać, podwiązywać… W sumie sama radocha, tylko czemu na efekty trzeba czekać znowu kilka lat!? 😉

Trzymam kciuki, żeby się przyjęły – jeśli się uda, to będę miał w sumie 9 cydrowych odmian – nieźle! W lutym muszę postawić pułapki na karczownika, bo w tym sezonie dwa inne drzewka padły jego ofiarą, doszczętnie pozbawione korzeni. Trochę się niepokoję, że uszkodzi mi te nowe, ale cóż poradzić 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *