Korneliusz

Siedzę sobie, patrzę na mój nowy-używany keg i zastanawiam się dlaczego wcześniej na to nie wpadłem. Po co mi właściwie te wszystkie butelki – zawsze z nimi tyle zachodu jak trzeba każdą z osobna umyć, zakapslować, postawić na półce… A taki keg? Rachu-ciachu i kilkanaście litrów cydru zapuszkowane, miejsca zajmuje tyle co nic, no i nie trzeba otwierać całej butelki jak chce się wypić tylko trochę 😉

Przesadzam oczywiście, ale strasznie mi się ten keg podoba. Od pewnego już czasu nosiłem się z zamiarem wypróbowania o co z tymi kegami chodzi, ale obawiałem się, że to będzie coś skomplikowanego. A tu proszę, jakie to proste! 🙂

Początkowo upatrzyłem sobie takiego super kega od Speidel’a. Można kupić kompletny zestaw, ze wszystkim co potrzeba – na pewno wszystko będzie do siebie pasować, no i sama marka porządna. Maksymalne ciśnienie 10 atmosfer to dwa razy więcej niż wytrzymują inne kegi: można zrobić naprawdę mocno gazowany cydr, a takie lubię. Tylko pojemność 50L – to trochę za dużo jak na moje potrzeby, poza tym strasznie to będzie ciężkie jak będzie pełne. No i ta cena… Nie – fajne, ale nie 🙂

Zdecydowałem się na kega Cornelius: takiego od Pepsi, bo podobno też są takie od Coca Coli, ale mniej popularne i trudniej dostać części zamienne. Chciałem kupić nowego – kiedyś widziałem że są w jednym ze sklepów internetowych – ale akurat teraz nie były dostępne. Tak więc kupiłem używany – i uważam, że zrobiłem dobrze!

Niniejszym przedstawiam Korneliusza. Korneliusz ma 56cm wzrostu i 22cm średnicy:

IMG_7669

Zdjęcie 1 – Keg Korneliusz

Jak już mówiłem, kupiłem używany, więc naturalnie trzeba go było najpierw wymyć. No tak, tylko żeby go wymyć, to przydałoby się go otworzyć – właściwie jak to się robi? Pociągam za wajchę, ciągnę, naciskam – nic. Pomyślałem, że normalnie będę musiał oglądnąć na youtube filmik jak otwiera się kega.. co za porażka 😉 Na szczęście zanim się poddałem, pociągnąłem za koluszko od zaworu bezpieczeństwa (zabezpiecza keg przed zbyt dużym ciśnieniem – według napisu na obudowie maksimum to 4,9 bar) i zaczęło syczeć. No tak, najwyraźniej keg przyjechał do mnie nabity CO2! To by tłumaczyło dlaczego nie da się go otworzyć… w sumie rozsądne że nie da się otworzyć kega pod ciśnieniem 😉 Spuściłem cały gaz, wieko opadło:

IMG_7673

Zdjęcie 2 – Nareszcie otwarte

Te głowice, po obu stronach otworu, służą do podłączenia CO2 (ta po lewej), oraz do wylewania zawartości (ta po prawej). To ważne która głowica jest do czego – na obudowie jest z resztą napisane „in/gas”, żeby nie pomylić. Chodzi o to, że gaz podawany jest od góry, podczas gdy zawartość pobierana jest z samego spodu za pomocą takiej rurki, która – co może nie do końca dobrze widać – dochodzi do samego dna, w którym jest dodatkowo zrobione specjalne zagłębienie, dzięki któremu nie ma problemu z opróżnieniem zawartości do ostatniej kropli:

IMG_7674 IMG_7677

Zdjęcie 3 – Wnętrze kega

Jako że głowice również są używane, oprócz ich wymycia warto również wymienić te gumowe czerwone oringi. Ja dostałem nowe oringi na wymianę w zestawie.

Czas na kąpiel. Na szczęście wnętrze kega było czyste, nie było żadnych pozasychanych pozostałości czy innych zabrudzeń, więc ograniczyłem się do płynu do mycia naczyń:

IMG_7668

Zdjęcie 4 – Kąpiel Korneliusza z Ludwikiem

Na koniec nalałem do środka Oxi, nabiłem gazem, po czym wypsikałem zawartość przez obie głowice oraz zawór bezpieczeństwa, żeby również je zdezynfekować. Początkowo chciałem odkręcić głowice, żeby je lepiej wymyć, ale okazało się nie mam takiego klucza (nasadka 22mm).

Strasznie brudzi ta czarna guma jak jest mokra – od razu wszystko robi się czarne: ręce, wanna, szczotka… Na szczęście zabrudzenia łatwo zmyć, a jak wysycha to przestaje (tak bardzo) brudzić.

Szybkozłączki

Żeby podłączyć się do głowic kega potrzebne są szybkozłączki:

IMG_7653

Zdjęcie 5 – Szybkozłączki

Kolorystyka jest ustalona: ta szara służy do podłączania gazu, ta czarna do odbierania zawartości. Wbrew pozorom szybkozłączki są różne i nie da się ich podłączyć do niewłaściwych głowic. Z jednej strony dobrze, bo trudniej o pomyłkę, z drugiej strony nie można w prosty sposób podać gazu „od spodu”, tak jak to było w syfonach. Dlatego przydają się odkręcane króćce – w razie potrzeby można zamienić wężyki. Króćce są w komplecie z szybkozłączkami.

Fajnie są zrobione te szybkozłączki, bo nie ma problemu z podłączaniem i odłączaniem ich pod ciśnieniem: nie trzeba używać dużej siły, nic nie pryska, nie syczy, etc.

Wąż

Wąż jaki podłączamy do szybkozłączek nie może być byle jaki: musi być „spożywczy”, czyli taki na którym jest symbol łyżki i widelca, ale co ważniejsze: trzeba zwrócić uwagę na dopuszczalne ciśnienie i wybrać taki minimum 5 bar. Taki sam mocny potrzebny jest zarówno na wejściu jak i na wyjściu. Nie trzeba go dużo – mi na wejściu starcza 1m, na wyjściu mam 2m, ale równie dobrze mogłoby być mniej. Im krótszy wąż do nalewania, tym mniej cydru będzie w nim stało – taki 2m ma „pojemność” ~60ml. Mam wrażanie – chociaż może to jest kwestia tego że mój wąż jest nowy – że pozostająca w nim zawartość przechodzi zapachem plastiku, więc początkowe kilkadziesiąt ml wylewam. Do króćców wąż trzeba złapać obejmami.

Butla

Niby można obejść się bez butli: są specjalne kartridże do kegów, takie na nabój z CO2. Nie wnikałem zbytnio, taki kartridż z jednym nabojem kosztuje mniej więcej tyle co mała butla, poza tym – powiedzmy sobie szczerze – po prostu chciałem mieć butlę 😉

Nie za bardzo wiedziałem gdzie takie rzeczy się kupuje – to jedna z tych branży, które nie afiszują się zbytnio w Internecie. Owszem, można kupić butlę przez Internet, no ale przecież nie będę potem odsyłał do nabicia!

Okazało się że punkt z butlami mam niemalże pod nosem – po prostu nigdy się tym nie interesowałem, więc nie zwróciłem uwagi. Pan zdecydowanie odradzał najmniejszą butlę, że bardziej opłaca się kupić większą – w sumie racja, butla 1,5kg kosztuje 150zł, podczas gdy 5kg kosztuje 200zł. No ale ja potrzebuję coś w miarę poręcznego… Summa summarum stanęło na najmniejszej. I dobrze 🙂 Ponowne nabicie kosztuje 7zł.

IMG_7657

Zdjęcie 6 – Butla z CO2

Ciekawy patent swoją drogą: to zgrubienie na dole, to nałożona na butlę rura kanalizacyjna – inaczej butla by nie stała, bo na okrągły spód 😉

Przyłącze jest ustandaryzowane: gwint zewnętrzny W21,8. Ale nie można do niego tak po prostu przyłączyć króćca i podać gazu do kega: ciśnienie w butli wynosi kilkadziesiąt bar – potrzebny jest reduktor. Jak kogoś korci, żeby odkręcić zawór bez reduktora, to proponuję dobrze trzymać butlę i przygotować się na dość głośny wyrzut 😉

Reduktor ciśnienia

Nie mogłem się połapać jaki reduktor wybrać. Ogólnie dużo jest dostępnych reduktorów CO2, ale większość jest takich do spawarek – te podobno dają stały przepływ, podczas gdy ja potrzebuję stałe ciśnienie, niektóre są wyposażone w rotametry, żeby mierzyć ile gazu przepłynęło, co z kolei nie jest mi kompletnie potrzebne… W końcu znalazłem taki, który w opisie miał napisane, że jest „do piwa”, a firma która go sprzedawała specjalizowała się w osprzęcie do browarów. Myślę, że dobrze trafiłem 😉

IMG_7656

Zdjęcie 7 – Reduktor ciśnienia CO2

Zegar po lewej stronie pokazuje ciśnienie gazu w butli, a ten po prawej ciśnienie za reduktorem. Widać, że zakresy wskazań zegarów są kompletnie różne. Ciśnieniem za reduktorem steruje się za pomocą tej śruby na środku – to trochę wada, że nie ma gałki tylko trzeba kręcić śrubokrętem. Chociaż może okaże się, że nie będę w sumie zmieniał tego ciśnienia… Ten żółty na górze to zawór bezpieczeństwa – jeśli za reduktorem ciśnienie wzrośnie powyżej ~4,8 bar, na przykład ze względu na wzrost temperatury w kegu, zawór zacznie puszczać – bardzo dobrze to pasuje do możliwości Korneliusza.

Reduktor wyposażony jest w dwa króćce, dzięki czemu można go podłączyć do dwóch kegów. Bardzo praktyczne są zawory na króćcach – polecam, nawet w przypadku reduktora z jednym zaworem.

Reduktor mocuje się bezpośrednio na butli:

IMG_7662

Zdjęcie 8 – Butla CO2 z reduktorem

Kranik

Ostatnim niezbędnym elementem jest kranik. Tutaj można by zaszaleć, ale na początek wybrałem najtańszy dostępny: model Picnic. Zobaczymy jak się będzie sprawował, ewentualnie kupię coś lepszego. Trochę miałem obawy czy wytrzyma wysokie ciśnienie – po podłączeniu szybkozłączki całe ciśnienie z kega opiera się przecież na kraniku (stąd też konieczność zastosowania mocnego węża również na wyjściu) – ale sprawdziłem i nawet rzędu 5 atmosfer nie zrobiło na kraniku wrażenia, więc jest w porządku.

IMG_7664

Zdjęcie 9 – Wąż z kranikiem

Zestaw do kegowania

Tak wygląda kompletny zestaw:

IMG_7682

Zdjęcie 10 – Zestaw do kegowania

Butla, szybkozłączki, rurki: to jednorazowa inwestycja – potem dokupuje się już tylko kegi i w miarę potrzeby uzupełnia gaz 🙂

Próba szczelności

Pora na sprawdzenie czy wszystko jest szczelne.

Zacząłem od sprawdzenia szczelności reduktora: zamknąłem zawory za reduktorem, odkręciłem butlę, po czym zakręciłem i pozostawiłem na godzinę. Ciśnienie na zegarach spadło. Uznałem, że problem leży w połączeniu reduktora z butlą, więc je dokręciłem i powtórzyłem test. Ciśnienie znowu spadło, choć mniej… Spróbowałem wodą z mydłem, ale nic to nie dało, więc nie pozostało nic innego, jak zanurzyć reduktor w wodzie: okazało się że uchodzi przy jednym z zaworów:

IMG_7731

Zdjęcie 11 – Nieszczelność przy zaworze

Ucieszyłem się, że jednak coś znalazłem, dokręciłem, wysuszyłem zegary suszarka (je niestety też musiałem zanurzyć), i pomino ze byłem przekonany że już na pewno jest szczelnie, podałem gaz ponownie – wciąż gdzieś uchodzi… Tak więc ponownie pod wodę, sprawdzam, oglądam – masz ci los! Zawór ciśnieniowy puszcza:

IMG_7734

Zdjęcie 12 – Nieszczelność na zaworze ciśnieniowym

Docisnąłem zawór, przestało. To co, mam go tak dociskać od czasu do czasu? Bez sensu… Może jakoś przesmarować by się dało, naprawić? Heh, przestaję lubić mój reduktor.

Ponownie sprawdzam szczelność – tym razem trzyma! 😀

Po reduktorze przyszedł czas na keg. Podpinam szybkozłączki, napełniam, czekam – mija kilka godzin, ciśnienie nie spada. Próbę powtarzam z odłączonymi szybkozłączkami – podłączam je tylko po to, żeby podać gaz, oraz na końcu, żeby sprawdzić ciśnienie. Jest super!

Super jest do następnego dnia, kiedy to przez całkowity przypadek, rozlewając wodę na pokrywie, odkrywam nieszczelność przy podstawie jednej z głowic:

IMG_7725s

Zdjęcie 13 – Nieszczelność przy głowicy

Nie wiem dlaczego wcześniej tego nie zaobserwowałem. Być może miało to związek ze stosunkowo dużym ciśnieniem jakie utrzymywałem w kegu (~4bar), a może kilkukrotne przypinanie i odpinanie szybkozłączki osłabiło nie nową już przecież uszczelkę pod głowicą. Na szczęście dokręcenie głowicy o kilka stopni rozwiązało sprawę. Chociaż musiałem zafundować sobie wycieczkę do sklepu po odpowiedni klucz 🙂

Na wszelki wypadek pakuję całego kega pod wodę – bez podłączonych szybkozałączek, z podłączonymi – nic nie uchodzi, wygląda na to, że na razie jest w porządku. Zobaczymy jak będzie dalej…

No to gazu!

Zalałem kega cydrem i zagazowałem. Szczerze mówiąc, miałem nadzieję na „efekt syfonu”: to znaczy spodziewałem się, że już od zaraz będę mógł delektować się gazowanym cydrem. Niestety najwyraźniej tak to nie działa, bo o ile cydr się spienił przy nalewaniu, o tyle gazu w nim nie stwierdziłem. Podobno trzeba czasu, żeby dwutlenek węgla się rozpuścił, podobno trwa to rzędu trzech tygodni. Pozostaje czekać i regularnie monitorować 😉 Na razie ciśnienie systematycznie spada – podobno to dlatego, że dwutlenek węgla rozpuszcza się w cydrze – więc uzupełniam…

7 myśli nt. „Korneliusz

  1. Większość to jednorazowy wydatek – w sensie potem dokupuje się już „tylko” kegi.

  2. Trochę wyszło 🙂 No ale jak sobie myślę o butelkowaniu około ~100L nastawu… ciężka decyzja przede mną.

  3. Nie licząc przesyłek:
    – keg 220
    – szybkozłączki 50
    – kranik 25
    – bulta 150
    – reduktor 140
    – rurki ok. 10

  4. Ja właśnie się przymierzam do pierwszej produkcji i wychodzę z założenia, że CO2 zrobię w butelkach. Na razie nie będę niczego co do milimetra parametryzować bo nie mam żadnych oczekiwań. Zobaczymy jak wyjdzie.

  5. Chyba przesadziłem z ciśnieniem. Nabiłem 4atm i trzymałem tak przez tydzień – efekt jest taki, że strasznie się pieni przy nalewaniu. Zmniejszyłem ciśnienie do <1atm, i systematycznie upuszczam żeby utrzymywało się na tym poziomie, ale wciąż przy nalewaniu robi się bardzo dużo piany, która dość szybko opada, ale nie ma już potem bąbelków. Być może jest to kwestia kranu – czytałem, że ten ma tendencje do spieniania. Przymierzam się do wypróbowania jakiegoś innego.

    Tak, oczywiście że można osiągnąć nagazowanie refermentując w kegu. Z jednej strony efekt jest lepszy, bo wtedy bąbelki są drobniejsze, dłużej się uwalniają, ale z drugiej strony powstaje osad.

  6. I jak efekty gazowania? Btw. czy przy wtórnej fermentacji nie da się osiągnąć przyzwoitego nagazowania?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *