Wczoraj 08:14 PM
Czołem - w końcu. Ciężko było, ale drożdże ruszyły. Potrzebowały trochę czasu.
1) pierwsze partie drożdży miałem martwe, zwietrzałe. Za długo czekały na swoją kolej w otwartych opakowaniach (mimo ich zawinięcia i zamknięcia).
2) potraktowanie nastawu pirosiarczanem i odczekanie 48+ godzin - warto było. Uratowałem moszcz.
3) Druga partia nowych drożdży też niechętnie startowała. Może to efekt po piro, albo były nieśmiałe jak zobaczyły 29Blg (na opakowaniu zalecane do max 20Blg)
4) nie wiem czy to pomogło, ale zanim fermentacja ruszyła miałem na dnie warstwę drożdży czekających na niewiadomo co. Pomieszałem nastaw, czego nigdy nie robiłem, bo nie było potrzeby. Czy Wy mieszacie nastaw zanim zacznie się fermentacja?
5) jak już fermentacja ruszyła to jest teraz taka burzliwa, że wystawiłem butlę z 20 stopni w pomieszczeniu na dwór (liczę na zakres 0-10 stopni Celsjusza w ciągu doby). Z moich doświadczeń wynika, że to dobrze im zrobi - ostudzi im zapał.
1) pierwsze partie drożdży miałem martwe, zwietrzałe. Za długo czekały na swoją kolej w otwartych opakowaniach (mimo ich zawinięcia i zamknięcia).
2) potraktowanie nastawu pirosiarczanem i odczekanie 48+ godzin - warto było. Uratowałem moszcz.
3) Druga partia nowych drożdży też niechętnie startowała. Może to efekt po piro, albo były nieśmiałe jak zobaczyły 29Blg (na opakowaniu zalecane do max 20Blg)
4) nie wiem czy to pomogło, ale zanim fermentacja ruszyła miałem na dnie warstwę drożdży czekających na niewiadomo co. Pomieszałem nastaw, czego nigdy nie robiłem, bo nie było potrzeby. Czy Wy mieszacie nastaw zanim zacznie się fermentacja?
5) jak już fermentacja ruszyła to jest teraz taka burzliwa, że wystawiłem butlę z 20 stopni w pomieszczeniu na dwór (liczę na zakres 0-10 stopni Celsjusza w ciągu doby). Z moich doświadczeń wynika, że to dobrze im zrobi - ostudzi im zapał.

