Szczepienie i okulizacja

Nareszcie przyszła wiosna! Wprawdzie pogoda jakby zapomniała o kalendarzu, ale przynajmniej według prognozy niedługo ma już być nieco cieplej. A co za tym idzie, trzeba zacząć myśleć o szczepieniu cydrowych jabłonek. W lodówce czekają zrazy, a ja – jak co roku – zastanawiam się: jak to właściwie powinno się robić?

Wprawdzie w ubiegłym sezonie szczepienie udało mi się zaskakująco dobrze, ale z kolei w poprzednich latach bywało, że kończyło się spektakularną klapą. I właściwie nie mam pojęcia dlaczego. Nie chcę liczyć na łut szczęścia. Sprowadzałem zrazy przez całą zimę, było z tym bardzo dużo zachodu – muszą się przyjąć! Czas najwyższy trochę się w temacie podszkolić 😊

Tak naprawdę mam bardzo podstawowe pytania:

  • kiedy szczepić
    co to konkretnie znaczy „na wiosnę”
    .
  • jak szczepić
    no dobrze, łączę te patyki i owijam taśmą – czy jest coś na co powinienem zwrócić szczególną uwagę?
    .
  • a może nie szczepić, tylko okulizować?

Szybka próba dowiedzenia się czegoś z Internetu zakończyła się fiaskiem: za dużo informacji, zbyt powierzchowne, sprzeczne. Szkoda czasu. Tak więc poradziłem się profesjonalnych sadowników (rozdawanie zrazów nieoczekiwanie zaowocowało tym, że zacząłem mieć „znajomości” w branży 😉) i sięgnąłem do fachowej literatury:

Po trzech tygodniach dorywczej edukacji chyba pojąłem niezbędne podstawy 😊. W sumie, to szczepienie jest proste! Jest raptem kilka podstawowych zasad i sprawdzonych sposobów, których trzeba się trzymać. Tym, co początkowo nieco zaciemnia obraz, jest mnogość wariantów i różnych modyfikacji – część podyktowana jest po prostu wygodą, subiektywnymi preferencjami, część wynika ze skali przedsięwzięcia: to, na co można sobie pozwolić szczepiąc raptem kilka drzewek, niekoniecznie sprawdzi się gdy do zaszczepienia jest kilkadziesiąt tysięcy. Ale zacznijmy od początku – spróbuję to jakoś podsumować.

Uszlachetnianie

Jabłonie oczywiście rozmnażają się poprzez pestki. Sęk w tym, że z pestki nigdy nie wyrasta dokładna kopia oryginału. Każde pokolenie jest nowym eksperymentem ewolucji: mają przeżyć najsilniejsi i najlepiej przystosowani. Zmianom podlegają wszystkie cechy drzewa: pokrój, liście, kwiaty, jak również owoce. Prawdopodobieństwo, że w nowym pokoleniu drzewek znajdzie się takie, które będzie rodziło dokładnie takie same jabłka jak “rodzic”, jest niezwykle małe.

Jedynym sposobem aby „sklonować” drzewko, wraz ze wszystkimi jego cechami, jest pobranie jego fragmentu i przeniesienie go na inną jabłoń. Wszystko co wyrośnie z takiego transplantowanego kawałka będzie miało dokładne cechy oryginału. W szczególności, będzie dawało takie same owoce. W języku sadowniczym, taki zabieg nazywa się uszlachetnianiem.

Uszlachetniać można na dwa sposoby. Jeśli z oryginalnego drzewa pobieramy gałązkę, mówimy o uszlachetnianiu poprzez szczepienie. Szczepiona gałązka to zraz. Jeśli pobieramy tylko oczko (czyli to miejsce, z którego zwykle wyrasta liść), mówimy o uszlachetnianiu poprzez okulizację.

Uszlachetniać można zarówno stare drzewa jak i całkiem nowe. W przypadku starych drzew, przeważnie odcina się istniejące gałęzie i szczepi w ich miejsce zrazy. Na jednym drzewie można w ten sposób zaszczepić wiele różnych odmian. W przypadku młodych drzewek, przeważnie szczepi lub okulizuje się pień, czyli wszystko co powyżej zastępuje się inną, szlachetną odmianą. Takie drzewko, które służy do zaszczepienia na nim innej odmiany, nazywa się podkładką.

Podkładki

Dawniej sady zakładało się w ten sposób, że najpierw hodowało się podkładki, to znaczy wysiewało się pestki jakiegoś losowego drzewka, a następnie, gdy już się zakorzeniły i nieco podrosły, uszlachetniało się je pożądanymi odmianami. Ponieważ siewka siewce nierówna, zarówno pod względem np. siły korzeni czy odporności na mróz, choroby i szkodniki, założone w ten sposób sady nie były jednolite: drzewa różniły się wielkością jak i podatnością na różne problemy.

Obecnie podkładki można kupić w sklepach sadowniczych. Podobnie jak same drzewka, również podkładki występują w różnych odmianach, z których każda ma ściśle określone cechy. „Odmiany” podkładek różnią się między sobą przede wszystkim siłą systemu korzeniowego – co bezpośrednio przekłada się na maksymalne rozmiary drzewa, a pośrednio również na czas po jakim drzewo zacznie owocować.

Podkładki występują w trzech głównych kategoriach: standardowe (czyli takie na których wyrasta pełnowymiarowe drzewo), półkarłowe oraz karłowe. Jak duże konkretnie wyrośnie drzewo zależy od wielu czynników: gleby, stanowiska, prowadzenia – ale orientacyjnie można przyjąć że drzewka karłowe dorosną do 2-2,5m, półkarłowe do 3-3,5m, a standardowe osiągną co najmniej 4,5m. Popularną podkładką karłową jest M9, półkarłową: M26, a standardową: A2.

Podkładka A2 jest specjalnie wyselekcjonowaną odmianą Antonówki. Jej przewaga nad losową, wyhodowaną z pestki siewką Antonówki polega na tym, że jej cechy są zawsze takie same, w związku z czym wyrastają na niej jednolite drzewa.

Im mniejsze docelowo jest drzewko, tym szybciej wchodzi w fazę owocowania. Karłowe drzewka potrafią dać pierwszy plon już w rok-dwa po zasadzeniu.

Podkładki rozmnaża się wegetatywnie, czyli poprzez ukorzenianie. Zajmują się tym specjalne szkółki. Polega to na tym, że zakopuje się wybraną podkładkę w ziemi, na płasko lub nieco pod skosem i czeka się aż wypuści nad powierzchnię gałęzie. Te gałęzie, ponieważ wyrastają spod ziemi, z czasem wypuszczają własne korzenie – wtedy się je odcina i każda z nich staje się nową podkładką. Przez to, wszystkie takie kupne podkładki wyglądają po prostu jak patyki z korzeniami.

Ponieważ w karłowych podkładkach korzenie nigdy za bardzo się nie rozrosną, bazujące na nich drzewka wymagają podpierania, jak również trzeba je podlewać oraz nawozić.

Szczepienie

Szczepienie polega na przeniesieniu na inne drzewo fragmentu gałązki (zraza) pobranego z odmiany szlachetnej.

Zrazy pobiera się w zimie, gdy śpią – czyli typowo od grudnia do końca lutego. Pobieranie zrazów na początku zimy ma tę zaletę, że pozwala uniknąć ewentualnych przemarznięć, w przypadku siarczystej zimy. Wadą jest to, że trzeba je potem dłużej przechowywać.

Termin szczepienia zależy od konkretnych warunków. W przypadku szczepienia „w gruncie”, czyli na istniejących drzewach lub podkładkach rosnących w ziemi, szczepienie wykonuje się nie wcześniej niż gdy „ruszą soki”, co można poznać np. po pęczniejących lub wręcz pękających pąkach. W zależności od pogody, wypada to gdzieś w kwietniu. Nie trzeba się przy tym spieszyć, bo szczepić można równie dobrze w maju, nawet po Zimnej Zośce, nawet gdy drzewka/podkładki wypuszczą już listki. W każdym razie, warto poczekać, aż pogoda się ociepli i temperatura nie będzie spadać poniżej zera. W przypadku niespodziewanego załamania pogody i powrotu zimy, zaszczepione zrazy można spróbować osłonić przed wiatrem i mrozem zakładając na nie papierowe tutki.

Głównym powodem, dla którego zwyczajowo szczepi(ło) się raczej wcześniej niż później, jest kwestia przechowywania zrazów. Podstawowa zasada jest taka, że zrazy muszą być w spoczynku: nie mogą same „ruszyć” zanim zostaną zaszczepione. Tradycyjnie zrazy przechowywało się przez zimę zakopane pod ziemią, w wilgotnym piasku – stąd też czas ich przechowywania podyktowany był ogólną temperaturą. Obecnie, szczególnie jeśli w grę wchodzą niewielkie ilości, zrazy najlepiej przechowywać w lodówce, idealnie w temperaturze 0-2C. Muszą być przy tym zabezpieczone przed wyschnięciem, czyli np. zawinięte w wilgotną szmatkę, lub – ponieważ wiele dzisiejszych lodówek bardzo intensywnie wysusza – zamknięte w woreczku strunowym wraz z kawałkiem wilgotnego (ale nie mokrego) ręcznika papierowego. Wilgotny papierek warto od czasu do czasu wymienić i przewietrzyć przy okazji zrazy. W przypadku przechowywania w lodówce, ryzyko że zrazy samoczynnie rozpoczną wegetację jest niewielkie i można je w ten sposób trzymać do maja i dłużej.

W przypadku szczepienia „w ręku”, to znaczy gdy podkładki można wyjąć z gruntu i szczepić w pomieszczeniu, operację można zacząć nieco wcześniej, tzn. już w marcu. W tym celu podkładki przechowuje się najpierw przez ~1-2 tygodnie w temperaturze 10-12C, żeby pobudzić je do życia. Następnie szczepi się je i ponownie pozostawia, na ~2 tygodnie, wciąż w tym samym chłodnym pomieszczeniu, żeby łączenie się wstępnie zespoliło. Po tym czasie, jeśli drzewka jeszcze nie ruszyły, można wysadzić je na docelowe miejsce, niezależnie od panującej pogody. Natomiast, gdy zdążyły wypuścić przyrosty, trzeba przenieść je w jak najchłodniejsze miejsce, żeby spowolnić wzrosty i wysadzić dopiero po wyraźnym ociepleniu.

Bardzo wczesne szczepienie, czasem rozpoczynane nawet w lutym, stosowane jest typowo przez wielkoskalowych sadowników, którzy mając do przygotowania dziesiątki tysięcy sadzonek i potrzebują rozłożyć sobie pracę w czasie. W warunkach amatorskich, nie warto zbytnio przyspieszać szczepienia, bo drzewko które rozpocznie intensywną wegetację jeszcze w zimie, w pomieszczeniu, wymaga potem mozolnego hartowania przed wysadzeniem na zewnątrz – w przeciwnym razie może łatwo przemarznąć lub doznać oparzeń od słońca.

Zrazy mogą mieć różne średnice – najwygodniej operuje się takim o grubości ołówka, ale z powodzeniem można szczepić zarówno cieńsze, jak i grubsze. Przy czym zraz nie może być grubszy od podkładki, na której jest szczepiony. Mogą też mieć różne długości – zasadniczo, wystarczy jeśli mają przynajmniej jedno „oczko”, ale typowo używa się nieco dłuższych, rzędu 3-4 oczkowych, ponieważ łatwiej się nimi manipuluje. Zrazem może być zarówno środkowa część gałązki, jak i sama końcówka zakończona pąkiem. Jeśli zraz nie ma naturalnego zakończenia, przycina się go dość blisko (~0,5-1cm) za wybranym pąkiem, a końcówkę zabezpiecza się przed wyschnięciem maścią sadowniczą.

Zrazy można szczepić w różnych miejscach. Na starych drzewach, mogą to być zarówno końcówki gałązek, jak i kikuty po uciętych gałęziach czy konarach. W przypadku młodych podkładek, z których docelowo ma powstać drzewo szlachetnej odmiany, zraz szczepi się do pnia, który ucina się w tym celu zwykle na wysokości 15cm-50cm. Nic oczywiście nie stoi na przeszkodzie, żeby zaszczepić podkładkę wyżej, choć drzewka szczepione wysoko rosną nieco słabiej i osiągają mniejsze rozmiary – co jest szczególnie wyraźne w przypadku podkładek skarlających.

Podstawową zasadą warunkującą powodzenie operacji jest odpowiednie spasowanie łączonych elementów, tak aby mogło dojść do zrośnięcia. Za proces zrastania odpowiada miazga twórcza, tak zwane kambium. To właśnie w miazdze tworzą się nowe komórki (tak zwany kalus), które zalewają ranę i w efekcie doprowadzają do zespolenia. Miazga znajduje się pomiędzy drewnem a korą. Żeby doszło do zrośnięcia, miazgi łączonych elementów muszą się ze sobą stykać. W przypadku łączenia elementów o takiej samej grubości kory, przy pasowaniu można kierować się wyrównaniem zewnętrznych powierzchni. Gdy warstwy kory mają różne grubości, trzeba wziąć na to odpowiednią poprawkę.

Szczepienie wykonuje się na cztery główne sposoby:

  • przez stosowanie
  • na przystawkę
  • na klin
  • przez kożuchowanie

Wybór konkretnego sposobu podyktowany jest wymiarami łączonych elementów.

Przez stosowanie

Szczepienie przez stosowanie wykonuje się gdy łączone elementy mają takie same, lub prawie takie same, średnice. Nazwa „stosowanie” odnosi się do tego, że zraz i podkładkę trzeba jak najlepiej do siebie „przystosować”, czyli dopasować.

W podstawowej wersji, stosowanie polega na równym, skośnym ścięciu obydwu elementów na długości odpowiadającej kilku średnicom zraza (np. w przypadku typowego zraza o średnicy ołówka, długość cięcia powinna wynosić około 3cm) a następnie ścisłym złączeniu ze sobą powierzchni. Jeśli elementy nieco różnią się pomiędzy sobą średnicami, trzeba je wyrównać do boku, tak aby miazgi stykały się ze sobą przynajmniej z jednej strony.

Po złączeniu, elementy trzeba do siebie docisnąć, np. owijając je sznurkiem, rafią, gumką, taśmą lub folią. W sklepach sadowniczych można kupić specjalne gumki oraz elastyczne paski, które z czasem, pod wpływem warunków atmosferycznych, ulegają degradacji, samoczynnie łuszcząc się i odpadając pod koniec sezonu. Jest to bardzo wygodne, bo nie trzeba ich doglądać i luzować, żeby nie wrzynały się w korę.

Oprócz związania, miejsca łączenia powinny być zabezpieczone przed wysychaniem. Jeśli zastosowana owijka nie gwarantuje szczelności, miejsce szczepienia trzeba dodatkowo zabezpieczyć maścią sadowniczą. Maść musi być gęsta, żeby nie wciekła pomiędzy łączone powierzchnie.

W praktyce, podstawowa wersja szczepienia przez stosowanie może przyprawiać niewielkich problemów, ze względu na to, że łączone fragmenty nie trzymają się razem, co utrudnia rozpoczęcie owijania, jak również mają tendencję do przesuwania się względem siebie. Stąd też, często stosuje się niewielką modyfikację, polegającą na nacięciu dodatkowych języczków, dzięki czemu łączone fragmenty zaczepiają się o siebie, co ułatwia dalsze manipulacje.

Szczepienia przez stosowanie bardzo dobrze się zrastają. Po sezonie-dwóch pozostaje po nich jedynie niewielka blizna na korze, która z czasem staje się coraz mniej widoczna. Podobno, zrosty są najlepsze, gdy z tyłu każdego ze skośnych cięć znajduje się pąk.

Na przystawkę

W przypadku gdy podkładka jest grubsza od szczepionego zraza, stosuje się tak zwane szczepienie na przystawkę.

Szczepienie na przystawkę rządzi się dokładnie takimi samymi prawami jak szczepienie przez stosowanie. Różnica polega na tym, że podkładki nie nacina się w całości, tylko ścina się częściowo, tak aby ucięta powierzchnia pasowała do zraza.

Podobnie jak w przypadku stosowania, wygodnie jest naciąć w obydwu elementach języczki, stabilizujące połączenie na czas owijania. Dodatkowo, w zrazie można naciąć tak zwane siodełko, dzięki czemu powierzchnia pozostanie równej szerokości i będzie lepiej pasowała do nacięcia na podkładce. Siodełko umożliwia lepszą kontrolą nad wzajemną pozycją łączonych fragmentów – jeśli podczas owijania odsunie się od końca podkładki, wiadomo że trzeba dopchnąć zraz.

Na klin

Przy większej różnicy średnic, np. gdy podkładka jest dwukrotnie grubsza od szczepionego zraza, zamiast szczepienia na przystawkę można (ale nie trzeba) posłużyć się szczepieniem na klin, które nazywane jest również szczepieniem na sarnią nóżkę.

Ten sposób szczepienia polega na wycięciu w podkładce szczeliny w kształcie klina, a następnie wpasowaniu w to miejsce zrazu, ściętego dokładnie w taki sam kształt. Przy czym, podobnie jak w innych metodach, najważniejsze jest zapewnienie styczności warstw miazgi – nieco głębiej wewnątrz można pozwolić sobie na pewne niedopasowanie; zostanie ono z czasem zalane przez kalus. Podobnie jak w pozostałych sposobach szczepienia, łączone elementy trzeba związać ze sobą i dokładnie zabezpieczyć maścią.

Szczepienie na klin daje bardzo dobre połączenie, jak również w większym stopniu zapobiega zamieraniu podkładki w części przeciwległej miejscu przystawienia zrazu. Niemniej jednak jest dość trudne do wykonania i wymaga większej wprawy niż pozostałe sposoby.

Kożuchowanie

Przy dużych różnicach średnic, typowo w przypadku szczepień wykonywanych na starych drzewach, w miejsce odciętych gałęzi lub konarów, stosuje się szczepienie przez kożuchowanie, zwane inaczej szczepieniem pod korę. Kożuchowanie jest najprostszym do wykonania sposobem szczepienia i zwykle bardzo dobrze się udaje. Chociaż w porównaniu z innymi metodami, daje stosunkowo najsłabsze łączenia.

W podstawowej wersji, kożuchowanie polega na rozcięciu kory, rozchyleniu brzegów, i następnie umieszczeniu pod nimi ściętego na skos zraza. Zraz najlepiej umieścić w ten sposób, aby w rozcięciu kory znalazł się pąk. Podobno wpływa to pozytywnie na siłę zrostu, jak również, gdy szczepiony zraz zostanie przez przypadek złamany (na przykład przez siadające ptaki), wciąż jest szansa że przynajmniej ten jeden pąk się przyjmie.

Szczepienia pod korę wykonuje się zwykle dość późno, gdy kora już swobodnie odchodzi. Typowo jest to druga połowa kwietnia, lub maj. Szczepiona gałąź może już być w pełnym rozwoju i mieć tegoroczne przyrosty. W okresie spoczynku, gdy kora ściśle przywiera do drewna, nie da się takiego szczepienia wykonać.

Pewna modyfikacja powyższego sposobu polega na tym, że po nacięciu kory podnosi się nie oba, a tylko jeden jej brzeg i pod nim umieszcza się zraz, w taki sposób żeby bok zrazu przylegał do drugiego brzegu kory. I dodatkowo, na tej linii, zdejmuje się ze zrazu cieniutki paseczek kory, tak aby odsłonić miazgę. Takie przygotowanie wzmacnia i przyspiesza zrastanie.

Jeśli ucięta gałąź ma dużą średnicę, zwykle na kikucie kożuchuje się dwa, lub więcej zrazów, które równomiernie rozmieszcza się na obwodzie. Ma to na celu zachowanie wegetacji na całym przekroju uciętej gałęzi – w przeciwnym razie część znajdująca się naprzeciw miejsca szczepienia z czasem zamiera i usycha.

Jeśli kora jest gruba, nieelastyczna i nie daje się odchylić, wycina się w niej po prostu okienko i w nie wpasowuje się zraz. Ważne, żeby okienko miało dokładnie taką średnicę jak zraz i żeby brzegi zrazu miały kontakt z korą.

Jeśli, ze względu na grubość kory, zrazów nie da się zamocować przez obwiązanie, trzeba je przybić do gałęzi cienkimi gwoździkami.

Okulizacja

W odróżnieniu od szczepienia zrazów, okulizacja polega na pobraniu z odmiany szlachetnej i przeniesieniu na inne drzewo tylko pojedynczego „oczka”. Oczko to jest to miejsce, z którego wyrasta liść.

Okulizację można wykonywać w dwóch terminach: na wiosnę, gdy ruszą już soki i kora łatwo daje się już podnosić, oraz w lecie, począwszy od ostatniej dekady lipca, do końca sierpnia. Różnica pomiędzy tymi terminami polega na tym, że oczka zaszczepione na wiosnę wyrastają jeszcze w tym samym sezonie, podczas gdy te szczepione w lecie wyrastają dopiero na kolejną wiosnę. Mówi się, że na wiosnę okulizuje się „żywym”, a w lecie „śpiącym” oczkiem. Typowo, okulizację wykonuje się w tym drugim terminie.

Przewaga letniego terminu szczepienia bierze się stąd, że oczko ma całą jesień żeby się porządnie zrosnąć, zanim wypuści przyrost, przez co mniejsze jest ryzyko wyłamania. Wcześniej również rozpocznie wegetację na wiosnę, dzięki czemu przyrost będzie miał więcej czasu żeby porządnie wyrosnąć, zdrewnieć i przygotować się do zimy, przez co mniejsze jest ryzyko, że przemarznie.

Materiał na okulizację wiosenną pobiera i przechowuje się dokładnie tak samo jak zrazy do szczepienia. Natomiast w przypadku okulizacji letniej, materiał pobiera się tego samego dnia kiedy planuje się okulizować; wybiera się gałązkę tegoroczną, która w całości, lub przynajmniej w większej części, zdążyła już zdrewnieć. Do szczepienia służą oczka z części zdrewniałej. Żeby przyspieszyć drewnienie gałązek i pobudzić drzewko do tworzenia mocniejszych oczek, na dwa tygodnie przed planowanym terminem okulizacji warto uszczyknąć końcówkę przeznaczonej na oczka gałązki.

Po ścięciu gałązki, natychmiast odcina się wszystkie listki, żeby zapobiec utracie wody. Pozostawia się przy tym krótkie ogonki, żeby łatwiej można było takim oczkiem manipulować.

Wprawdzie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby okulizować istniejące drzewa, okulizację stosuje się głównie do uszlachetniania podkładek. Większość drzewek sprzedawanych przez szkółki jest właśnie okulizowana. W porównaniu ze szczepieniem zrazów, okulizacja tworzy lepsze i wytrzymalsze zrosty, jak również jest to metoda bardziej ekonomiczna: zajmuje mniej czasu oraz pozwala na lepsze wykorzystanie pobranego materiału, co ma niebagatelne znaczenie przy operacjach, gdzie sadzonki liczy się w dziesiątkach tysięcy.

Podkładki okulizuje się zwykle dość nisko, rzędu 15cm od poziomu gruntu lub nawet niżej. Choć podobnie jak w przypadku szczepienia zrazów, nic nie stoi na przeszkodzie żeby okulizować pień na większej wysokości. Z tym samym zastrzeżeniem, że drzewka okulizowane wyżej rosną nieco słabiej.

Okulizację wykonuje się na dwa podstawowe sposoby:

  • pod korę
  • na przystawkę (tzw. chip-budding)

Pod korę

W tym sposobie, oczko wycina się z gałązki bardzo płytko, jedynie z cienką tarczką składającą się głównie z okalającej kory oraz niewielkiej ilości znajdującego się pod spodem drewna. Oczko najlepiej wycina się w ten sposób, że najpierw nacina się korę ~1-1,5 cm od oczka, a następnie jednym cięciem ostrego nożyka podcina się je od drugiej strony. Odcięte oczko najlepiej trzymać za ogonek po liściu, lub w przypadku jego braku za końcówkę uciętej kory, żeby uniknąć zabrudzenia powierzchni szczepienia.

Ponieważ podobnie jak w przypadku szczepienia zrazów, za zrastanie oczka z podkładką odpowiada miazga, niektórzy radzą, żeby z pobranego oczka usunąć resztki znajdującego się pod spodem drewienka, jako że jest ono do niczego niepotrzebne. Nie jest to jednak zalecane – taki zabieg w żaden sposób nie polepsza skuteczności, a zrobiony nieumiejętnie stwarza ryzyko trwałego uszkodzenia oczka.

Oczko osadza się na podkładce w wyciętym w korze okienku, typowo w kształcie litery T. Nacinając i podnosząc korę trzeba uważać, żeby zrobić to bardzo delikatnie i nie uszkodzić przy okazji znajdującego się pod spodem drewna, ponieważ substancje wydzielane przez drewno w celu naprawy uszkodzenia utrudnia zrastanie się z oczkiem.

Po umieszczeniu w okienku, tarczkę okrywa się korą i następnie obwiązuje, sznurkiem lub folią, w taki sposób żeby samo oczko nie było zasłonięte. Nie ma potrzeby smarowania maścią. Natomiast w przypadku upałów warto miejsce okulizacji osłonić np. tutką papierową. Dobrze jest też unikać umieszczania oczek od strony południowej.

Przygotowanie nacięć ułatwia specjalny nożyk, tak zwany okulizak. Okulizaki mają zwykle lekko zaokrąglony ku górze koniec ostrza, żeby można było delikatniej wykonać nacięcie. Jak również z tyłu ostrza mają zwykle specjalną tępą piętkę, która służy do unoszenia brzegów naciętej kory. Niektóre okulizaki mają też uchwyt zakończony tak zwaną kostkę, która służy do podnoszenia nieco grubszej kory.

Ponieważ pień podkładki szybko grubieje, w przypadku gdy owijka naokoło miejsca okulizacji jest nieelastyczna, trzeba ją zluzować, lub przewiązać na nowo, po około dwóch tygodniach. Pomimo, że po tym czasie oczko może sprawiać wrażenie przyrośniętego, musi pozostać zawiązane jeszcze przez co najmniej kolejny miesiąc.

W przypadku szczepienia na wiosnę, po dwóch tygodniach od okulizacji, podkładkę ucina się powyżej miejsca założenia oczka, pozostawiając 10 cm czop. Do tego czopa przywiązuje się potem wyrastającą z oczka gałązkę, zabezpieczając ją w ten sposób przed wyłamaniem. Czop w całości usuwa się dopiero na wiosnę, ścinając go nieco pod skosem, tak żeby spływająca po nim woda ściekała na przeciwną stronę niż oczko.

W przypadku szczepienia w lecie, podkładkę ścina się na 10 cm dopiero na wiosnę, a czop usuwa w sierpniu. Zbyt wczesne usunięcie czopa stwarza ryzyko wyłamania się nowego przyrostu, zaś przy zbyt późnym, powstała rana nie będzie miała wystarczająco czasu, żeby zaleczyć się przed zimą.

Na przystawkę

Sposób okulizacji na przystawkę od powyższego różni się jedynie sposobem wycięcia i osadzenia oczka. Oczko wycina się wraz z dużą ilością drewna, a na podkładce wycina się pasujące powierzchniowo miejsce, do którego przystawia się fragment z oczkiem. Ponieważ miejsce łączenia nie jest schowane pod korą, po przywiązaniu do podkładki miejsce okulizacji trzeba przesmarować maścią.

Jako że w tej metodzie nie ma konieczności podnoszenia fragmentów kory, zabieg ten można (ale nie trzeba) wykonać na wiosnę nieco wcześniej niż powyższą okulizację pod korę. Wszystkie inne zasady są dokładnie takie same.

Podsumowanie

No, trochę mi się rozjaśniło w kwestii tych szczepień!
Może komuś też się przyda 🙂

W międzyczasie, bo spisanie tego wszystkiego jak zwykle trochę mi zajęło, zaszczepiłem ponad 30 podkładek:

Jeśli pogoda dopisze, wysadzę je w najbliższy weekend. Stanowiska już z grubsza przygotowałem, jeszcze tylko muszę zrobić podpórki i rozłożyć nawadnianie, bo większość to karłowe M9-tki 😊

4 komentarze do “Szczepienie i okulizacja

  1. To jest ostatni moment (nawet ciut późno wg niektórych). W przyszłym roku mogę pomóc, bo zazwyczaj spędzam część lata pod Tarnowem. Jest jeszcze inna możliwość, jeśli nie chcesz bawić się w takie rzeczy. Niektóre szkółki zaszczepią Twoimi zrazami i po roku odbierasz gotowe drzewka. Powodzenia.

  2. Dziękuję za wskazówki.
    Właśnie przymierzam się do okulizacji!

  3. Dzień dobry.
    Korzystam ze zgromadzonej tu wiedzy o cydrze z uznaniem. Podzielę się wiedzą o okulizacji – wiązanie po okulizacji (tej klasycznej – letniej) warto zostawić do wiosny. Nacięcia kory (podkładki) nie zdążą się do jesieni zrosnąć i zimą mróz je fatyguje powodując wywinięcia i odstawanie kory odsłaniające “oczko”a to zazwyczaj kończy się jego zamarciem (wysuszenie, przemarznięcie itd.).
    Kolejna sprawa: obecnie nie ścina się podkładek ma czop. Ścięcie bez czopa daje szybsze zrastanie się i prostsze drzewka. Przed wyłamaniem młode okulanty lepiej zabezpieczyć palikiem (uważam, że jest to konieczne).
    L.N.

  4. Pingback: Drożdże, podejście trzecie | projekt CYDR

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *